Śląskość w dobie social media

Śląskość w dobie social media

Niedawno mocne przemówienie wygłosił znany na świecie komediowy aktor Sacha Baron Cohen. Swoje słowa wycelował w internetowych gigantów i oskarżył ich o przekładanie zysków ponad ochronę demokracji. To nie sekret, że portale społecznościowe dają ogromne możliwości ale niosą również pewne zagrożenia. Jak w tym wszystkim ma się Śląskość w dobie social media?

Aktor przeciwko internetowym korporacjom

Wystąpienie Sachy miało miejsce podczas wydarzenia Never is Now organizowanego przez ADL czyli Amerykańską Ligę Antydefamacyjną. Aktor w swoim przemówieniu pokazuje, jak łatwo zatracić dziś zdrowy obiektywizm. Tłumaczy, że z łatwością poddajemy się oddziaływaniu internetowych demagogów. Nie opieramy się na autorytetach, a zdanie twórcy teorii spiskowych i zdobywcy Nobla jest praktycznie równoważne. Cohen wprost wskazuje winnych tego stanu rzeczy, to właściciele potężnych internetowych firm tj. Facebook, Google, YouTube czy Twitter. Mówi, że mają oni dziś większy wpływ na kształtowanie poglądów ludzi niż wybrane w legalnych wyborach osoby. Ponadto stworzone przez nich platformy są niestety wykorzystywane do szerzenia szkodliwych treści. Ich narzędzia Cohen nazywa największą w historii machiną propagandową.

Bazujące na najniższych instynktach kłamstwa i fake newsy rozprzestrzeniają się szybciej niż wiedza i fakty. Rasizm, antysemityzm, homofobia czy pedofila mają się dobrze w social mediach. Pod płaszczykiem wolności słowa w obieg portali wrzuca się nieprawdziwe informacje i treści szerzące nienawiść. Pomimo tego, że internetowi giganci zadeklarowali walkę z takimi działaniami, wydaje się, że to co robią jest raczej powierzchowne. W końcu przekazywanie informacji powiększa ich portfel. Wystarczy odpowiednio zapłacić, a kłamstwa i półprawdy zostaną opublikowane i podane właściwej grupie odbiorców. Sacha gdyba, że dziś Goebbels byłby wniebowzięty możliwością wykorzystania tych narzędzi. Jako inne przykłady takich manipulacji wskazuje m.in. wybory w USA i wygraną Donalda Trumpa oraz Brexit Wielkiej Brytanii.

Pełne, prawie 25-minutowe wystąpienie w języku angielskim.

Słowa aktora bynajmniej nie odkrywają ameryki, ale za to dają do myślenia. Korporacje są silniejsze niż niejedno państwo. Przy tym wychodzi też na jaw bezsilność kolejnych rządów (choćby Polskiego), które nie potrafią okiełznać amerykańskich gigantów. Czy da się to jakoś zmienić?

Sacha mówi, że istnieją standardy, wymogi i procedury prawie w każdym przedsiębiorstwie. Wskazuje również, że w każdej innej działalności firmy odpowiadają za wadliwy produkt. Jakimś sposobem jednak te same zasady nie dotyczą gigantów internetowych. Cohen proponuje zwiększenie odpowiedzialności firm internetowych za ich platformy. Podaje przykład neonazisty wchodzącego do restauracji straszącego i wykrzykującego „zabić żydów”. Czy właściciel obiektu powinien traktować zachowanie gościa jak coś normalnego i proponować mu ośmiodaniowy posiłek? W takim przypadku restaurator ma prawo i moralny obowiązek aby wyprosić neonazistę. Korporacje internetowe powinny postępować w oparciu o podobne zasady.

Ali G, Borat, Admirał Generał Aladeen i Bruno czyli najbardziej znane postacie komediowe stworzone przez Sachę Barona Cohena.

 

… jedno małe ALE

Wystąpienie Sachy jest subiektywne i skierowane głównie na negatywne cechy internetowych platform. Niestety na niekorzyść przemówienia grają jego aktorskie kreacje, które były dalekie od poprawności politycznej. Aktor wielokrotnie tłumaczył, że swoimi działaniami starał się ukazywać stereotypy i tym samym im przeciwdziałać. Czy dobrze mu to wychodziło? To już kwestia dyskusyjna. Zakładam, że jego popisy jako Borat jeszcze teraz rozjątrzają kazachstańskich obywateli. Inną sprawą jest, że wokół organizatora wydarzenia, czyli ADL, narosło nie mało kontrowersji. Myślę jednak, że jest to temat na inny czas i nie stanowi meritum tego wpisu.

Nie zmienia to faktu, że słowa Cohena zawierają w sobie gorzką prawdę. Często dajemy się ponieść fake newsom i zwieść się internetowym szamanom. Zresztą nie tylko przeciętny internauta jest nabijany w butelkę, zdarza się, że większe serwisy również szybko łykają kłamstwa. I tak fala ściemy podąża dalej.

Co ma z tym wszystkim wspólnego Śląskość?

Internet i portale społecznościowe dają nam niesamowitą możliwość do promocji kultury, wymiany wiedzy o regionie czy budowania tożsamości i wspólnoty. Przepływ informacji jest błyskawiczny i każdy może być ich twórcą. Dzięki temu mogę prowadzić choćby i tą stronę. Po za tym o wielu sprawach dotyczących Śląska i jego mieszkańców nie dowiedziałbym się z konwencjonalnych źródeł. I to jest naprawdę świetne!

Niestety czają się tu pewne pułapki. Są to między innymi fałszywe informacje o ślązakach, ich obyczajach czy języku. To również rozprzestrzeniane nieprawdziwe treści dotyczące tożsamości i historii mieszkańców regionu. Na niekorzyść tego działają często nieprzychylne wypowiedzi i działania polityków, które zamiast łączyć dzielą. Czasem łatwo się w tym zagubić, dlatego warto korzystać z wiedzy ze sprawdzonych źródeł np. portalu Wachtyrz czy księgarni Silesia Progress.

Inną zasadzką są sami Ślązacy. O tak! Smażenie się we własnym sosie również jest mało obiektywne. Mam na myśli te grupy osób, które mocno gloryfikują śląskość i przekładają ją ponad wszystko. Niestety ale to często prowadzi do hipokryzji. Sprzyjają temu algorytmy social media, które podrzucają nam tematy zgodne z naszymi upodobaniami. I takim o to sposobem możemy dojść do przekonania, że wszyscy Polacy nie cierpią Ślązaków i najlepiej chcieliby się ich pozbyć. Prawda jest taka, że większość zwyczajnie nie wie o co nam chodzi. 

Do tego jeszcze ciągle pojawiające się stereotypy odnośnie mieszkańców Sosnowca i odwiecznie winnym wszystkiemu gorolów. Absolutnie nie mam nic przeciwko żartom, ale ten sam kawał opowiedziany po raz setny już po prostu nie bawi. Tym bardziej takie, które opierają się na błędnych przekonaniach. Hejt w sieci jest powszechny, a za sprawą social media rozprzestrzenia się lawinowo. Dokładanie do tego swojej cegiełki tak naprawdę nic nie zmienia, a sprowadza się do agresji, która jak wiadomo od dawna budzi głównie agresję. Dorośnijmy, Śląsk zawsze był wielokulturowy i marudzenie na „nieprawdziwych ślązaków”, „krzoków”, „ptoków” etc. nie ma sensu. Bycie Ślązakiem/Ślązaczkom to uczucie przynależności do pewnej wspólnoty, oparte na emocjach, a niekoniecznie na pochodzeniu.

Pierońsko cyrkuśne..

 

Bynajmniej sam nie chcę oddawać się tylko negatywnym stronom mediów społecznościowych. Uważam, że są to narzędzia,  które warto wykorzystywać, mając też przy okazji swój własny rozsądek i rozum. To w końcu dzięki nim dowiadujemy się o świetnych inicjatywach na rzecz języka śląskiego, nowych śląskich książkach, sztuce, muzyce czy wydarzeniach dotyczących naszego regionu. I warto z tego korzystać!

 

Zobacz również

Dodaj komentarz

Close Menu